Policyjny technik produkował bomby dla mafii, a dowódca plutonu antyterrorystycznego uczył bandytów celnie strzelać do gliniarzy. Tak byli specjaliści MSW dorabiali na emeryturze.

W Polsce jest około 120 tysięcy emerytów policyjnych. Społeczeństwo traktuje ich raczej chłodno. Pokutuje przekonanie, iż to krezusi, którzy mają więcej - i pieniędzy i przywilejów. Niewielu wie, jak wygląda rzeczywistość. Policyjni emeryci wyliczają, ile lat służyli w "tamtej Polsce", ile lat w "tej". "Tamtą" wspominają z rozrzewnieniem. I nie dlatego, że to "stare komuchy", tylko dlatego, że w ówczesnym "resorcie" było lepiej. Obecnie - jak mówią - etos służby podupadł, a do policji idzie się raczej pracować niż służyć. Ich zdaniem nawet system szkolenia jest zły, bo zamiast zaczynać od "szlifowania chodników" i zdobywania policyjnego doświadczenia na ulicy, zaczyna się od teorii wykładanej w policyjnej szkole w Szczytnie.

Na emeryturę, marsz !

- Dziś jest tak: kilku zaufanych ludzi nowego ministra siedzi nad mapą Polski i typuje swoich zaufanych na szefów służb czy komendantów. Nie muszą się znać na robocie, byle byli swojakami - tłumaczy Zdzisław Czarnecki - Prezes ZG Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych (SEiRP), które zrzesza 19 tysięcy osób.

To nie dotyczy tylko stanowisk kierowniczych - komendantów czy szefów służb - tak jest na każdym szczeblu. Ci, którzy akurat nie wpisują się w partyjny klimat, wylatują. Są wysyłani na emeryturę, chociaż oficjalnie zawsze znajdzie się jakieś ładniejsze wytłumaczenie niż polityczna poprawność.

Specjaliści, fachowcy, często ludzie przed 50-tką wcale nie "uciekają na emeryturę", tylko są na nią wysyłani. Ich jedynym grzechem jest to, że mianowali ich poprzednicy. - To jest standard i to jest chore w tym systemie - zapewnia Zdzisław Czarnecki. On na emeryturę odszedł, gdy miał 48 lat, doświadczenie, świetną opinię, a jako śledczy robił kawał dobrej roboty. Pech chciał, że w roku wyborczym 2001 był dyrektorem biura w MSWiA, Wygrało SLD. Ministrem został Krzysztof Janik, który przeprowadził reorganizację i zdecydował, że nie będzie trzymał ekipy Marka Biernackiego. U komendanta głównego dowiedziałem się, że zamierzają mnie dać na przeczekanie, do grupy stanowisk tymczasowych, czyli "Nic, k...a, nie robię, tylko przychodzę i pieniądze biorę". To dla mnie, ambitnego człowieka, który całe życie ciężko pracował, był koniec świata - wspomina.

Policyjne władze mogą pozbawić człowieka służbowej legitymacji, ale nie zabiorą wiedzy i doświadczenia. Państwo szkoli i doskonali funkcjonariuszy. Kiedy lądują na emeryturze, te umiejętności nie są władzy potrzebne. Znajdują się tacy, którzy za nie sowicie płacą. - To dlatego emerytowany pirotechnik produkował bomby dla mafii wołomińskiej. Wcześniej chodził, szukał zajęcia, ale nie było dla niego miejsca. A że miał żonę i dwoje dzieci no to nie odmówił, jak chłopcy przyszli za porządne pieniądze zamówić "fajerwerki na sylwestra". Z kolei dowódca antyterrorystów uczył bandytów strzelać, żeby nie pudłowali w starciach z policjantami. Tego ich nauczyliśmy. Nic innego nie umieli, nie przygotowaliśmy ich do cywilnego życia. Jeżeli dajemy ludziom taką wiedzę, wykorzystajmy ją, kiedy już nie są czynnymi żołnierzami czy funkcjonariuszami. W Niemczech dwa lata przed przewidywaną emeryturą funkcjonariusz jest przygotowywany do pracy w cywilu. Jest szereg stanowisk, na których jednego emeryta zastępują następnym. Taki człowiek pracuje za niewielkie pieniądze, bo przecież ma już emeryturę, a nie jest marnowana jego wiedza - wyjaśnia prezes Czarnecki.

Przygotować do cywila

W Polsce brakuje programu rządowego, aby przygotować żołnierzy i funkcjonariuszy do emerytury. Jeżeli policjant pracował w pionie gospodarczym, ma szansę, że zatrudnią go w jednym czy drugim banku, z którym współpracował. Jeżeli ktoś przez całe życie łapał bandytów, kto go zatrudni ? Komuś, kto całe życie był czołgistą czy policjantem kryminalnym, trudno się przekwalifikować, nawiązać kontakt, postawić się w innej roli.

Nierzadko trudno się odnaleźć także we własnym środowisku. W dużych miastach policjant jest anonimowy. W mniejszych - emerytowany funkcjonariusz zwykle nie jest darzony szacunkiem przez tych, których dotąd karał. Wszak kiedy miał mundur, legitymację i pałkę, miał i szacunek. Jak został emerytem, jest nikim. Zdarzają się tacy, którzy wyjeżdżają ze swoich rodzinnych stron i zaczynają nowe życie z nową wymyśloną tożsamością. - My nie działaliśmy przeciwko społeczeństwu, tylko staliśmy na straży porządku. Nawet politycy nie wyrażają się pozytywnie o policji, a tym bardziej o policyjnych emerytach - podkreśla Czesław Okrasa, niegdyś zastępca dyrektora Biura Kryminalnego KGP, dziś sekretarz SEiRP.

Niektórzy idą na emeryturę po 15 latach, bo takie mają prawo. Są i tacy, którzy w czasie pracy popadają w przeróżne frustracje. A jeśli przełożony widzi, że coś z człowiekiem nie jest dobrze, wysyła go na emeryturę i ma problem z głowy. " Wypalił się, weźmiemy następnego i jego zmarnujemy, i tak w kółko. Na emeryturze wielu popłynęło. Jak nie ma zajęcia, idzie w korek. Wielu już nie ma na tym świecie. To wynika z charakteru dotychczasowej pracy. Samemu trudno to wytrzymać " mówi Zdzisław Pełka, prezes łódzkiego zarządu SEiRP.

Podkreśla przy tym znaczenie stowarzyszeń zrzeszających mundurowych emerytów. Miejsc, gdzie ludzie nie tylko realizują się towarzysko, ale też wsparcie i opiekę. Tu świętują rocznice ślubów, urodziny, imieniny. Ich to cieszy, tym bardziej teraz, gdy państwo, któremu latami służyli, zabiera im coraz więcej.

Prawda o emeryturach

W 1990 r. roku obowiązywała ustawa, która dawała odchodzącemu na emeryturę funkcjonariuszowi świadczenie równe wysokości ostatniej pensji. W 1995 roku zmniejszono - i słusznie - wysokość uposażenia do 75 proc. tej kwoty. Tyle że ustalono również, że będzie waloryzacja płacowa (podstawą do obliczenia jest wysokość uposażenia aktualnie na tym stanowisku). Cztery lata później odebrano ten "przywilej" i zaczęło wobec emerytów policyjnych stosować waloryzację cenową. Efekt jest taki, że emerytury są wysokie, ale dla tych, którzy odchodzą dzisiaj. Oficer ma średnio 4,5 tys. zł na rękę. Ten, który odszedł 20 lat temu - połowę tego. O ile nie dotknęła go ustawa "dezubekizacyjna".

Ustawa z 2009 roku wprowadziła odpowiedzialność zbiorową dla 43 tysięcy ludzi. Głównie tych, którzy w PRL pracowali w Służbie Bezpieczeństwa. Wszyscy - nawet mechanicy czy księgowi - zostali pozbawieni lwiej części emerytur. - Wielu tych ludzi poszło do pracy tuż po studiach. Taki był wtedy wymóg państwa, więc pracowali. Jak się zmienił ustrój kto miał wysłużone lata - odchodził na emeryturę. Kto chciał, przechodził weryfikację i pracował w "nowej" Polsce. A po latach został rozliczony na nowo - przez nowe państwo i nowe rządy. Takich ludzi z dnia na dzień pozbawiono środków do życia, no i popadli w głęboką biedę - zauważa Zdzisław Pełka.

Tym, którzy pracowali tylko w organach bezpieczeństwa, państwo dziś dokłada, bo wysokość należnego im świadczenia to nawet nie jest najniższa krajowa, która obecnie wynosi 880,45 zł brutto.

- Ustawa zabiera prawa nabyte, do tego jest bardzo niedbale napisana. IPN brał studentów na umowę o dzieło, żeby grzebali w aktach. Oni nie wiedzieli, jaki był układ jednostek w resorcie, co było, a co nie Służbą Bezpieczeństwa. Wielu ludzi zostało skrzywdzonych - potwierdza Zdzisław Pietryka, dziś wiceprezes SEiRP. On stracił 2/3 swojej wypracowanej emerytury, bo w zaświadczeniu, które IPN wysłał do zakładu emerytalno-rentowego, było napisane, że służył w organach bezpieczeństwa. O swoje pieniądze walczy przed sądem. Tak jak tysiące jemu podobnych: - Sąd przyznał mi rację, że departament kadr, gdzie pracowałem, to nie był organ bezpieczeństwa. ZER MSW wyrok podważył. To się ciągnie latami. Czekają, aż większość z nas umrze - mówi.

A kiedy w końcu funkcjonariusz wygra, zaległą emeryturę mu oddadzą, ale o odsetki musi wytoczyć kolejną sprawę ... Takich procesów toczą się setki.

Wielu ludzi ratuje fundusz socjalny. Z każdym rokiem po zapomogi ustawia się coraz więcej osób. Potrzebują na przeżycie, na leki, na wyjazd do sanatorium.

- Teraz, gdy ludzie są u schyłku życia, państwo im zabiera to, co kiedyś dało. Zabierają po kolei - najpierw pracę, później pieniądze, a w końcu - godność. W Sejmie leży projekt ustawy o likwidacji odznaczeń z okresu Polski Ludowej. Zaczyna się nagonka na to, aby "tych komuchów" chować bez asysty " mówi z goryczą Zdzisław Czarnecki.

OKSANA HAŁATYN-BURDA
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Fakty i Mity nr 15/10-16.04.2015 r./ Publikacja za zgodą autorki.