ZBF SOP

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Niektóre aspekty tzw. "dekomunizacji" Rządu V. Orbana na Węgrzech - dotyczące służb mundurowych

Temat rozliczenia się z tzw. dziedzictwem komunizmu, w debacie publicznej na Węgrzech funkcjonował oczywiście od czasu przełomu 1989/1990 roku. Tyle, że po ustawowym potępieniu w 1991r. garstki bezpośrednio zaangażowanych w stłumienie powstania 1956 roku funkcjonariuszy partyjno-rządowych oraz obcięciu im wysokich świadczeń emerytalnych - na wiele lat sprawa przestała być głośna. Tylko nieliczni radykałowie dawnej antysystemowej opozycji usiłowali wracać do tematu, ale bez powodzenia. Większość Węgrów wdawała się bowiem wychodzić z założenia, że skoro upadła jedna narzucona im konwencja systemowa, i zaczęła się inna bardziej demokratyczna - to trzeba się znowu dostosować, i patrzeć w przyszłość. Taki już ich los, że krócej a raczej dłużej, narzucali tam swoje rządy: najpierw Rzymianie przez 400 lat, a to Osmanie przez 150 lat, potem Habsburgowie i cesarz Franz Joseph I z Wiednia przez 200 lat, i na końcu Rosjanie (tylko) przez 45.

Większość tych, którzy dzielnie służyli "gulaszowemu socjalizmowi", w tym ludzie wojska, funkcjonariuszy partyjnych, ale i ludowej milicji czy służb specjalnych - znakomicie zaistniało w nowych realiach po 1990 r. Jest zresztą historyczną cechą Węgrów, że umieli się oni zawsze "znaleźć" stosownie do potrzeb i okoliczności.

 

Tzw. drugi rząd Victora Orbana /i jego centro-prawicowej partii FIDESZ/ doszedł na Węgrzech do władzy po wyborach parlamentarnych w kwietniu 2010r. - na fali społecznego rozczarowania: rządami Węgierskiej Partii Socjalistycznej (WPS) F. Gyurcsanyego, ale i skutkami narastającego światowego kryzysu gospodarczego. Kryzys ten bardzo sprzyjał populistycznej retoryce obciążenia WPS winą za aktualny stan państwa, a także nakręceniu propagandy przeciwko socjalistom i tym wszystkim którzy mieli związek z rządzeniem Węgrami po 1990-ym roku, oraz nagonki przeciw tzw. "funkcjonariuszom komunistycznej władzy" zwłaszcza okresu 1956r. Wśród tych ostatnich znaleźli się również, chociaż nie od razu, nawet szeregowi funkcjonariusze służb specjalnych. Obecnie doszło już i do tego, że zdegradowani zostali funkcyjni policjanci, którzy uczestniczyli w przeciwdziałaniu rozruchom organizowanym przez FIDESZ w 2006r. (no bo: przeciwdziałali słusznym przecież wystąpieniom obywateli przeciw postkomunistycznemu reżimowi!).

Ponieważ poprzednicy Orbana zepsuli budżet, starając się zaskarbić sobie poparcie także emerytów i rencistów (np. "trzynastymi emeryturami", zwiększaniem emerytury gdy umierał małżonek emeryt, itp.), rząd FIDESZ już w 2011r. rozpoczął reformę emerytalną. A że wcześniej F. Gyurcsany, w reakcji na kryzys, podniósł koszty pracy zwiększając składkę emerytalną (po stronie pracodawcy z 22% na 24%, a po stronie pracownika z 8% na 9%) - odciążyło to co prawda sam budżet państwa, ale zmniejszało konkurencyjność gospodarki i jeszcze bardziej pogłębiało recesję. Orban zdecydował się więc wtedy, nie obniżać jednak nikomu emerytur, ale je tylko "zamrozić", co nie wzbudziło społecznego sprzeciwu. Postanowił też stopniowo, tzn. aż do 2022 roku podwyższać wiek emerytalny z 62 do 65 lat. Mało tego - powyższe zmiany nie dotknęły wtedy jeszcze sędziów, ani wszelkiego rodzaju urzędników państwowych. Dopiero, trochę późniejsza de facto likwidacja odpowiednika naszego OFE (II filara) nie spodobała się sporej grupie Węgrów.

To co nazywa się "dekomunizacją", wraz z jej finansowo-karnymi konsekwencjami, ruszyło więc na Węgrzech żwawiej, z końcem 2011r.

Co może wydawać się istotne, rząd Orbana rozpoczął krucjatę "dekomunizacyjną", nie od np. funkcjonariuszy mundurowych (ani pojedyńczo oskarżanych, ani też na zasadzie zbiorowej odpowiedzialności jak w Polsce), tylko od instytucji w istocie najbardziej politycznie "odpowiedzialnej", a więc poczynając niejako "od głowy". Można spekulować, że Orban mógł obawiać się wtedy jeszcze, swego rodzaju "puczu" ze strony dosyć licznych wówczas i wpływowych kręgów funkcjonariuszy, którzy służyli przed transformacją 1990r. Ale także ze strony zwykłych, prostych wykonawców poleceń "głowy", uwikłanych w system wzajemnej inwigilacji, który na Węgrzech po stłumieniu rewolty 1956r. był znacznie bardziej rozbudowany niż w innych państwach EŚW.

Emeryci i renciści "mundurowi" na Węgrzech, w odróżnieniu od Polski - ogólnie byli i są włączeni do powszechnego systemu emerytalnego (którego zręby uregulowano ustawami: LXXX, LXXXI, i LXXXII w 1997r.). Dopiero niektóre szczegółowe zapisy tych ustaw i aktów niższego rzędu, uwzględniają specyfikę służb mundurowych i różnicują kondycję funkcjonariuszy. Mimo wieloletnich pohukiwań (zwłaszcza radykałów stojących jeszcze bardziej na prawo od FIDESZ-u V. Orbana), że starym komunistycznym funkcjonariuszom i ich agentom należy odebrać ich "przywileje emerytalne" - sprawa odciągała się w czasie bo, ani prawnie nie było to łatwe, ani kolejne rządy nie kwapiły się do zdekomunizowania kadr które po 1990r. znakomicie odnalazły się w nowej rzeczywistości i z pożytkiem jej służyły - w wielu urzędach i instytucjach państwowych, a także wojsku, policji i tajnych służbach.

Ostatecznie, w lipcu 2012r. Parlament zaakceptował jednak, najpierw sam wniosek posłanki FIDESZ, Marii Wittner (skazanej w1956r. na karę śmierci, zmienionej jej potem na dożywocie, a uwolnionej w 1970r.!) - aby "wysokie emerytury osób, których aktywność w czasie od 1949 - do 1989, a zwłaszcza w roku 1956 była nie do pogodzenia z wartościami demokratycznymi - zostały obniżone". Wniosek zakładał, aby powyższe cięcia dotyczyły również emerytur i rent dla wdów i wdowców po "uprzywilejowanych" osobach, których potencjalny krąg był dosyć szeroki. Cięcia miały objąć m.in.: informatorów i oficerów tajnych służb, wyższych funkcjonariuszy administracji państwowej, Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, oraz jej młodzieżowej przybudówki. Potwierdzono, że chodzi o ostrzejszą weryfikację niż ta która miała miejsce w 1991r. Zaproponowano, aby procedurę nadzorowała 5-osobowa Komisja, którą powoła Rząd, i która będzie też miała ustalić ostatecznie: kto - na zasadzie jakich kryteriów będzie kwalifikowany do weryfikacji. Będzie ona uprawniona do analizy dokumentacji archiwalnej węgierskich służb bezpieczeństwa państwa, a także zgromadzonej w innych archiwach. Skrajnie prawicowa partia JOBBIK oceniała wówczas, iż akcja cięcia tych "niesłusznie uzyskanych przywilejów emerytalnych" obejmie co najmniej kilka tysięcy świadczeń.

Zaproponowana Komisja rządowa powstała, bez rozgłosu, późną jesienią 2012r. w strukturach Ministerstwa Sprawiedliwości. W dalszym procedowaniu Komisja ustaliła, że głównym kryterium wyłonienia pierwszej partii 1.000 osób, których reżimowa przeszłość poddana zostanie surowej ocenie komisyjnych sędziów, będą: ... nagrody i odznaczenia otrzymane przez nich od socjalistycznego państwa (no bo "skutkowały one zwiększaniem świadczeń emerytalnych"!). Niezmiennie bowiem, oparto się i podtrzymano zasadę, że weryfikacja dekomunizacyjna ma koncentrować się na "sprawstwie" i konkretnych "winach", a nie celować w wybrane jednostki czy grupy zawodowe (w odróżnieniu od przypadku Polski!). Przyjęto zaś, że jak ktoś był bardziej doceniony - to nie bez przyczyny, bo musiał się pewnie czymś wykazać. I ten klucz powinien Komisję do takich niecnych ludzi doprowadzić.

Dopiero w maju 2013r. do mediów trafiła informacja, że Komisja Rządowa akurat podjęła decyzje cięć emerytur w pierwszej wytypowanej grupie, i że obniżki te mają objąć ponad ...sto osób (dokładnie: 109). Rzecznik Ministerstwa podsekretarz B. Rétvári powiedział, że: brały one aktywny udział w przewrocie komunistycznym na Węgrzech w roku 1947 i "utrwalaniu" systemu komunistycznego w latach 1945-1956, oraz zdławieniu antysowieckiego powstania w roku 1956. Wielu z nich było do 1989r. działaczami Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, a niektórzy funkcjonariuszami komunistycznej bezpieki zatrudnionymi w tzw. departamencie III/III MSW, czyli policji politycznej. Ujawnił, że postanowiono odebrać im za karę dodatki do ich emerytur, sięgające od 8 do 16 tysięcy forintów (tj. od ok. 110 do 200 PLN...!). Minister zgodził się, iż to niewiele, ale że: "chodziło o symboliczny gest".

Oznajmił też, że: "nie jest to jednak ostateczna liczba decyzji, ponieważ Komisja bada nadal inne przypadki". Powyższe decyzje miały wejść w życie dopiero w sierpniu 2013r., ponieważ osoby nimi dotknięte miały jeszcze prawo odwołania się do sądu. Autor niniejszej notatki nie dotarł do informacji, ani o losach tych odwołań, ani o ewentualnych kolejnych decyzjach Komisji. O ile nastąpiły" Gdyż, wkrótce rząd Orbana, wszystkich emerytów mundurowych sprzed 1990r. i tak - "sprowadził do parteru" w inny sposób.

Wyrokiem z 18 lipca 2014r. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał, że węgierski zamiar restrukturyzacji emerytalnych świadczeń mundurowych, i ich obniżenia o 12 - do 16%, poprzez opodatkowanie podatkiem dochodowym - jest dopuszczalny. Victor Orban zastosował tu chytry zabieg, związany z tym że węgierscy mundurowi co prawda tkwili od dawna w powszechnym systemie emerytalnym, ale ich świadczenia nie były (na zasadzie tzw. "ulgi podatkowej" !) opodatkowane podatkiem dochodowym. Jak to na Węgrzech bywało i jest: są zasady, i zawsze było ...mnóstwo wyjątków. Jeszcze więc w 2011r. rząd Orbana wymyślił regulację ustawową (CLXVII törvény), która znosiła świadczenia emerytalne dla byłych funkcjonariuszy służb mundurowych - i zastępowała je po prostu: świadczeniami opodatkowanymi na zasadach ogólnych.

Oczywiście, węgierscy mundurowi poczuli się oszukani, i ponad 13 tysięcy z nich tak szybko jak było można, zwróciło się do Strasburga - z nieobcą nam skądinąd - argumentacją, że to: pogwałcenie art. 1 protokołu nr 1 do Konwencji o prawach człowieka, naruszenie praw nabytych, prawa do poszanowania własności, zaufania obywatela do państwa, itd. Ale Trybunał, co też już znamy, uzasadnił że: redukcja świadczeń z ubezpieczenia społecznego jest dopuszczalna, że ta na Węgrzech może być uznana za uzasadnioną, proporcjonalną, i że nie pozostawia osób nią dotkniętych bez środków do życia, itd. Mało tego, że: skarżący otrzymują obecnie emeryturę porównywalną do świadczeń innych emerytów.

W opisanym wyżej stanie faktycznym widać, jak Victor Orban podstępnie, ale w sposób wyrafinowany i systematyczny, załatwił problem dawnych funkcjonariuszy mundurowych. Generalnie, poza nielicznymi wyjątkami, ich "dezubekizacja" miała na Węgrzech jeszcze długo po 1990r. w zasadzie charakter "werbalny". Jak widać na przykładzie chociażby omówionego wyżej działania 5-osobowej Komisji dekomunizacyjnej, a nawet ostatecznej obniżki ("opodatkowaniem") emerytur, V. Orban - bez widocznych elementów zemsty i odwetu - osiągnął dekomunizacyjny cel polityczny. Orban rozumiał, że starzy funkcjonariusze mundurowi nie są wrogami ani wolnych Węgier, ani jego osobiście. Nie uległ radykałom z prawej strony (JOBBIK), jak dał u nas posłuch żądnym zemsty na "esbekach" mścicielom z PiS, Jarosław Kaczyński . Pociągnięcie Orbana było o tyle nie fair, że gdyby służby zaraz po 1990r. wiedziały, że ich świadczenia będą kiedyś opodatkowane - to nie chciałyby brać żadnej "ulgi podatkowej", a siatka płac ukształtowałaby się zapewne na odpowiednio wyższym poziomie. Ale, objęcie ich PIT-em (średnio: 14%), a tym samym zastosowanie "powszechnych reguł", to jednak nie to samo co pozostawienie funkcjonariuszom zaledwie 1/3-ej, czy nawet 1/4-ej ich dotychczasowego świadczenia, jak w Polsce. Gdyby np. u nas Rząd powiedział: "zbankrutowaliśmy. Od jutra WSZYSCY Polacy dostaną tylko emeryturę OBYWATELSKĄ" - pewnie żal byłby mniejszy, bo to byłoby względnie sprawiedliwe. To, co jednak V. Orban potrafił zrobić w "białych rękawiczkach" i w sposób w miarę cywilizowany, do tego jego nieudolny polski naśladowca dąży "po trupach", czyniąc sobie wrogów z potencjalnych sojuszników.

Były Radca Ambasady RP w Budapeszcie

Styczeń 2017 r.