Ostatnio chłopcy z IPN mówią sędziom, jak mają orzekać, namawiając ich do łamania prawa, i posługują się przy tym sfałszowanym dokumentem.

1 czerwca 2012 r. kilku mędrców z IPN przeprowadziło szkolenia dla XIII Wydziału Ubezpieczeń Społecznych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Do wydziału XIII trafiają odwołania osób, które zostały pozbawione emerytur na podstawie ustawy zwanej dezubekizacyjną. Odwołań jest kilkanaście tysięcy, więc wydział został ostatnio wzmocniony przez dwudziestu sędziów. Głównie dlatego, że klienci oczekujący od dwóch lat na termin rozprawy zaczęli masowo występować ze skargą na przewlekłość postępowania.

Wielu nowych sędziów nie ma pojęcia o problemie, o którym mają wyrokować, toteż chętnie korzystają z rad. Sędziowie otrzymali podczas szkolenia m.in. "Instrukcję Przewodniczącego Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej" z 1990 r. To kwit napisany przez chłopców z nowego UOP, w którym - na potrzeby tzw. weryfikacji, czyli procedury kwalifikującej funkcjonariuszy SB do pracy w UOP i Policji - postanowiono, co było, a co nie było Służbą Bezpieczeństwa. Szkoleni sędziowie usłyszeli sugestię, żeby w instrukcji szukać odpowiedzi na pytanie, kto był, a kto nie był ubekiem. Problem w tym, że to ustawa dezubekizacyjna odpowiada na owo pytanie w miarę precyzyjnie, ale inaczej niż instrukcja z 1990 r. A co zabawniejsze, nikt nie wie, skąd wzięła się wersja instrukcji rozdawana przez IPN, ale na pewno różni się ona od prawdziwej.

Po 1.: Co świtem piszczy w trawie

Dla przypomnienia: przyjęta z inicjatywy PO ustawa dezubekizacyjna z 2009 r. zmniejszyła emerytury byłym funkcjonariuszom cywilnych organów bezpieczeństwa PRL (nie objęła pracowników służb wojskowych). Za lata przesłużone w takich organach stosuje się przelicznik 0,7 proc. zamiast dotychczasowego 2,6 proc. podstawy wymiaru. W definicji organów bezpieczeństwa PRL ustawa dezubekizacyjna odwołuje się wprost do listy zawartej w ustawie lustracyjnej. Na liście znajdują się Służba Bezpieczeństwa i Akademia Spraw Wewnętrznych. Z doprecyzowaniem, iż jednostki SB to te jednostki MSW, które z mocy prawa podlegały rozwiązaniu w chwili zorganizowania UOP, oraz te jednostki, które były ich poprzedniczkami.

Tymczasem IPN - do którego resortowy Zakład Emerytalno-Rentowy występuje o informacje, czy dany emeryt był esbekiem i kiedy - stosuje własną definicję SB, samowolnie i bez jakiejkolwiek podstawy prawnej poszerzając ją o kolejnych komuchów.

Przede wszystkim z pionu polityczno-wychowawczego MSW, który nie był częścią Służby Bezpieczeństwa - co ustawa lustracyjna słusznie uznaje. A także z Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Feliksa Dzierżyńskiego w Legionowie, która z SB miała sporo wspólnego, ale którą autorzy ustawy lustracyjnej po prostu przegapili. Jest wiele innych instytucji, które IPN uznaje za część SB wbrew ustawie lustracyjnej - jak choćby BOR. Dlaczego szkolący wcisnęli sędziom instrukcję sprzed dwóch dekad i to do tego w nielegalnej wersji?

Po 2.: Gdzie się, ukrywa echo w lesie

Instrukcja ta była częścią procesu zwanego weryfikacją. Członkowie komisji, niedawni prześladowani, oceniali swoich prześladowców, czy też - jak zauważali, choć po cichu, co więksi cynicy - agentura oceniała prowadzących. Weryfikację wprowadziła uchwała Rady Ministrów, a w ślad za nią zarządzenie ministra spraw wewnętrznych. W kwestii tego, kto podlega inkwizycji - zarządzenie odsyłało do "Instrukcji Przewodniczącego Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej". Instrukcję taką 25 czerwca 1990 r. wydał przewodniczący komisji, a zarazem szef powstającego UOP, Krzysztof Kozłowski. Atoli nie ten dokument sędziowie dostali od IPN.

W kwicie, którym niektórzy z orzekających wymachują przed nosem byłym esbekom, pojawia się, nieobecny wcześniej pion polityczno-wychowawczy MSW oraz " słuchacze" szkoły w Legionowie - przedtem była mowa tylko o pracownikach. Kwit ma być ponoć jednolitym tekstem instrukcji uwzględniającym zmiany wprowadzone jakoby inną instrukcją przewodniczącego Kozłowskiego. Kłopot w tym, że ta inna instrukcja nie istnieje. Nie istnieje też żadne zarządzenie szefa MSW, które zmieniałoby treść pierwotnej instrukcji. Sprawdził to prof. Jan Widacki. Mało tego - nowa instrukcja nie jest podpisana przez przewodniczącego Kozłowskiego, a jedynie widnieje na niej jakiś zygzak "za zgodność". Zygzak zdaje się podobny do tego, który znajduje się na decyzji o ogłoszeniu tekstu jednolitego sygnowanej: "Sekretarz Komisji Kwalifikacyjnej ds. Kadr Centralnych, mgr Wojciech Raduchowski-Brochwicz". I owszem, jest to ten sam Wojciech Brochwicz, który rozprowadzał Cimoszewicza za pomocą Janickiej, a potem doradzał Platformie, co czyni z niego osobę najwyższego zaufania publicznego, ale nie tłumaczy, jakim prawem jako sekretarz jednej z 50 komisji pierwszego szczebla (oprócz komisji ds. kadr centralnych istniały komisje wojewódzkie) zmienił dokument regulujący działanie pozostałych 49 i komisji centralnej.

Jak mi nieoficjalnie wytłumaczono - było to tak, że pisząc instrukcję, chłopcy z pierwszego UOP użyli nieaktualnych nazw jednostek, które wzięli z jakiegoś starego rozporządzenia gen. Kiszczaka. Potem połapali się i poprawili kwit, tak aby zawierał aktualne nazwy i strukturę MSW. Jednakże przy okazji, spontanicznie i bez jakiejkolwiek podstawy prawnej, dorzucili kilku innych delikwentów do weryfikacji. Klasyczny przykład prawa powielaczowego. Trudno nawet wyliczyć, na ilu poziomach działanie IPN w tej sprawie urąga zasadzie państwa prawa. Ale spróbujmy.

Po 3.: Jak poznać, kto ptak, a kto nie ptak

Odpowiadając na pytania Zakładu Emerytalno-Rentowego (ZER) o to, czy ktoś był, czy nie był esbekiem - IPN nie kieruje się uchwaloną przez Sejm ustawą, tylko własną polityczną krucjatą. Dlatego zapisuje do SB każdego komucha, który mu się nawinie, co oznacza, że informacje wystawiane przez instytut na potrzeby ZER i sądów są po prostu nieprawdziwe.

Poza tym wręczając sędziom instrukcję z 1990 r., IPN podstępnie skłania ich do łamania prawa: definicja SB, wynikająca z tej instrukcji, jest inna niż ta zawarta w ustawie.

IPN znakomicie wie, kto był, a kto nie był w SB, tylko na pytania ZER i sądów kłamie, wbrew prawu i faktom rozszerzając definicję bezpieki. W wydanej właśnie przez IPN monografii "Aparat bezpieczeństwa w Polsce - kadra kierownicza" znalazła się tabela przedstawiająca "Stany etatowe jednostek SB MSW" - i nie ma w niej ani pionu polityczno-wychowawczego, ani kadr i szkoleń.

Oprócz tego wręczając sędziom wybraną przez siebie wersję instrukcji, IPN posługuje się sfałszowanym dokumentem, co jest po prostu przestępstwem.

I jeszcze jedno - podejmując się szkolenia sędziów, IPN staje się sędzią we własnej sprawie i to właściwie w trzech instancjach. Najpierw, na potrzeby ZER, IPN wedle swego widzimisię decyduje, kto był, a kto nie był w SB, potem sądy dwóch instancji weryfikują w IPN informację otrzymaną z IPN, a teraz jeszcze się okazuje, że IPN na oficjalnym szkoleniu skłania sędziów, żeby jego opinię przedkładali ponad obowiązujące prawo.

Po 4. i 5./10.

Instytut Pamięci Narodowej nie jest prywatną własnością prawicowych oszołomów. Jest instytucją publiczną, powołaną ustawą i finansowaną z budżetu, i najwyższa pora, żeby ktoś zauważył, że - oprócz zakłamywania historii i siania nienawiści - instytucja ta łamie prawo. Opisany skandal pozwala na postawienie pracownikom IPN co najmniej dwóch zarzutów: poświadczania nieprawdy co do okoliczności mającej znaczenie prawne w informacjach na temat przebiegu służby (art. 271 kk, od 3 miesięcy do 5 lat) oraz posługiwania się podrobionym dokumentem, tj. nielegalną instrukcją z 1990 r. (art. 270 kk, także od 3 miesięcy do 5 lat). Serdecznie zapraszam prokuraturę do potraktowania tego tekstu jako doniesienia o przestępstwie.

 

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

PS 11 września poseł RP Artur Dębski wystosował do MSW interpelację w sprawie szkoleń IPN dla sędziów i pochodzenia wątpliwej instrukcji. Nadal czeka na odpowiedź.

 

źródło: tygodnik "NIE", nr 47/2012, 16-22 listopada 2012 r.
Publikacja za zgodą autorki i Redakcji