ZBF SOP

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Cytat z mało znanego tekstu ministra Andrzeja Milczanowskiego

W 2009 roku  generał Marian Zacharski przedstawił polskiemu czytelnikowi swoją pierwszą (dzisiaj jest już 7) pozycję książkową pt. NAZYWAM SIĘ ZACHARSKI, MARIAN ZACHARSKI. Wbrew regułom . Ujawniała ona kulisy działalności gen. Mariana Zacharskiego, oficera wywiadu PRL i III RP, który w latach 1975-1985 przebywał z misją w USA. O książce tej napisaliśmy na naszej stronie internetowej w dziale Ciekawe książki pod linkiem tutaj.

Dzisiaj chcielibyśmy zacytować fragment  słowa wstępnego jaki do tej książki napisał były Minister Spraw Wewnętrznych a wcześniej Szef Urzędu Ochrony Państwa Andrzej Milczanowski:

"Słowo wstępne

Któregoś dnia w czerwcu 1985 roku, oglądając "Dziennik Telewizyjny" zobaczyłem, jak na warszawskim lotnisku mło­dy, szczupły mężczyzna składa starszemu panu meldunek, którego treść - jak wówczas usłyszałem - brzmiała na­stępująco: "Towarzyszu generale! Kapitan Marian Zacharski melduje się po wykonaniu zadania wywiadowczego".

Zorientowałem się, że musiało dojść do wymiany Zacharskiego - polskiego szpiega skazanego w USA na dożywo­cie. Nie miałem oczywiście pojęcia o warunkach tej wymiany. Wówczas nie przypuszczałem, że za kilka lat los zetknie mnie z Marianem Zacharskim, ba - że będę podejmował decyzję co do jego służby w wywiadzie cywilnym III Rzeczypospolitej (Zarząd Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa).

Wtedy, w czerwcu 1985 roku, minął rok i 2 miesiące od mojego wyjścia z więzienia, gdzie przebywałem przez 2 lata i 4 miesiące za organizowanie i kierowanie solidarnościowy­mi strajkami w Szczecinie po wprowadzeniu stanu wojenne­go. Wkrótce po wyjściu z więzienia wszedłem w skład kie­rownictwa podziemnej "Solidarności" - na szczeblu regio­nalnym, a następnie krajowym (TKK NSZZ "S", KKW NSZZ "S"), później uczestniczyłem w organizowaniu i kierowaniu solidarnościowymi strajkami w Porcie Szczecińskim i szcze­cińskiej komunikacji miejskiej w sierpniu 1988 roku. Prote­sty te miały istotne znaczenie dla przystąpienia przez władze i "Solidarność" do rozmów przy Okrągłym Stole (brałem udział przy podstoliku prawnym).

W maju 1990 roku premier Tadeusz Mazowiecki powołał mnie na funkcję zastępcy szefa nowo tworzonego Urzę­du Ochrony Państwa (UOP), zaś od 1 sierpnia 1990 roku do 31 stycznia 1992 roku pełniłem funkcję szefa tego urzędu. Od 4 czerwca 1992 roku do 22 grudnia 1995 roku kierowa­łem Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Powyższe fakty z życiorysu przytoczyłem po to, by nie było wątpliwości co do mojej proweniencji.

Okresy kierowania najpierw Urzędem Ochrony Państwa, a następnie Ministerstwem Spraw Wewnętrznych (gdzie spra­wowałem nadzór nad UOP) przyniosły mi sporo doświad­czeń i wzbogaciły moją wiedzę, m.in. o funkcjonowaniu służb specjalnych PRL.

Nie mogę się zgodzić z jednostronnymi, uogólniającymi ocenami działalności wywiadu i kontrwywiadu oraz innych jednostek Służby Bezpieczeństwa po 1956 roku.

W strukturach służb specjalnych PRL (w tym wywiadu i kontrwywiadu) wówczas działających zdarzały się w niema­łej liczbie działania przestępcze. Niemniej nie można rzucać anatemy na wszystkich czy większość funkcjonariuszy. Dzia­łania służb specjalnych - niezależnie od ustroju - mogą być i bywają dotkliwe dla osób, w które są wymierzone, względ­nie których dotyczą. Dotkliwość ta mieścić się powinna w określonych granicach i nie naruszać przepisów prawa, choć w pewnych sytuacjach mogą pojawiać się wątpliwości co do stosowania tej zasady (np. przy werbunku źródeł).

Oceny mówiące o przestępczym czy nawet zbrodniczym charakterze służb specjalnych PRL działających w okresie lat 1957-1990 uważam za przesadzone. Przypadki rażącego łamania prawa zdarzają się wszystkim służbom, niezależnie od ustroju politycznego, choć działania służb PRL były bar­dziej represyjne, przede wszystkim ze względu na ich skalę. Trzeba też pamiętać, że służby te stały na straży nonsensow­nych ograniczeń praw i wolności obywatelskich, ograniczeń ustanowionych przez decydentów politycznych. Niemniej uważam, iż należy zachować umiar w ocenie działań służb PRL-owskich w latach 1957-1990.

W czasie mojej ponad pięcioletniej pracy - najpierw w U0P a potem w MSW poznałem setki oficerów.... - wywiadu, kontrwywiadu, szyfrów, biura śledczego, ale tak­że policji politycznej (Departamentu III, Departamentu V), Obserwacji, Techniki i Ewidencji.

W trakcie weryfikacji, następnie przyjmowania do służby w UOP a potem wspólnej pracy poznałem ich dość dobrze, a z niektórymi - m.in. z Marianem Zacharskim zaprzyjaźni­łem się. Wielu z nich uważam za znakomitych profesjonali­stów, a niektórzy pokazali, że godność i honor to wartości dla nich istotne.

Wyniki uzyskane wówczas przez Urząd Ochrony Państwa mówią za siebie, że wymienię niektóre: sprawa Art "B", spra­wa FOZZ, operacja POMOST (zapewnienie bezpiecznego tranzytu Żydów z byłego ZSRR do Izraela), operacja w Iraku w 1990 roku, ustalenie i oddanie pod sąd dwóch szpiegów niemieckich, jednego szpiega rosyjskiego, ustalenie kilku agentów wywiadu rosyjskiego w Wojsku Polskim - to tylko niektóre ze znaczących osiągnięć UOP

W owym czasie funkcjonariusze byłej Służby Bezpieczeń­stwa - w tym wywiadu i kontrwywiadu - stanowili ponad 90 procent stanu osobowego Urzędu Ochrony Państwa. Jestem dumny z faktu kierowania tym urzędem i biorę od­powiedzialność za jego działania w okresie, gdy nim kiero­wałem."

Powyższy cytat publikujemy za zgodą autora książki oraz autora słowa wstępnego.


Od Redakcji:

Warto tutaj przypomnieć wypowiedź Ministra Krzysztofa Kozłowskiego, wyjaśniającego dlaczego w 1989/90 r. nie zlikwidowano Służby Wywiadu i Kontrwywiadu MSW.

Minister Krzysztof Kozłowski - źródło: Wyd. Spec. Biuletynu Przeglądu Bezpieczeństwa Wewnętrznego z dnia 5 grudnia 2011 r., z panelu dyskusyjnego na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w dniach 1-4.12.2010 r., strona 5, cytuję:

"Jesteśmy, i zawsze będziemy, obciążeni przeszłością i od tej przeszłości nie uciekniemy. Stąd uznaliśmy, mówię - my. Jakkolwiek 10 maja 1990 r., w pierwszym dniu pracy nowej struktury państwowej - Urzędu Ochrony Państwa, UOP składał się z dwóch ludzi: z mojej osoby jako Szefa i mojego zastępcy, Andrzeja Milczanowskiego. Potem było nas trochę więcej. Ale oczywiście uznaliśmy, że państwo polskie, położone w tym. a nie innym miejscu Europy, szczególnie w sytuacji zagrożenia wielką niewiadomą, przy pytaniu, co będzie dalej, nieprzerwanie musi mieć swoje służby. Istniała jeszcze NRD, istniał Związek Sowiecki.

Otóż w tej sytuacji pozbawienie państwa takich służb, jak wywiad i kontrwywiad, uznaliśmy za szaleństwo! Za skrajną nieodpowiedzialność! I wobec tych potencjalnych zagrożeń UOP usiłował stworzyć nową jakość, nowy wywiad III RP, nowy kontrwywiad, bo w gruncie rzeczy była to podstawa działania w początkach funkcjonowania UOP. Potem dopiero doszła walka z przestępczością zorganizowaną i gospodarczą. W tych początkach próbowaliśmy znaleźć wśród byłych funkcjonariuszy wywiadu i kontrwywiadu profesjonalistów i jednocześnie osoby elementarnie uczciwe, nie przestępców. I znaleźć wśród ludzi z zewnątrz, spośród opozycjonistów, konspiratorów, młodzieży tych, którzy chcieli przyjść i podjąć się tego nowego fachu. Dla wszystkich nowego, a dla mnie w szczególności. Bądź co bądź byłem dziennikarzem, nie służyłem nigdy w żadnych formacjach militarnych. I tak to się zaczęło. I mając to przekonanie, usiłowaliśmy zrobić mieszankę "nowych" i "starych". Tu dotykamy oczywiście sprawy weryfikacji funkcjonariuszy, bardzo kontrowersyjnej i nabrzmiałej. Przez 20 lat krzyczano do mnie: - Trzeba było wyrzucić wszystkich, sięgnąć po całkiem nowych ludzi! To były teorie, to były bajki! Wyrzucić wszystkich, to znaczy rozbroić państwo. Sięgnąć po nowych? Po kogo? Po pierwsze, w 1990 r. chętnych, którzy przyszli by i powiedzieli, że chcieliby pracować w resorcie spraw wewnętrznych, było jak na lekarstwo. Z reguły odmawiano pracy w służbach.."