- Idąc po raz pierwszy do sądu czułam podekscytowanie i niepewność, w związku z tym, że nie wiedziałam, jak na moją obecność na sali rozpraw zareagują sędzia oraz strony postępowania. Wraz z kolejnymi wizytami w sądzie obawy ustały, pozostało poczucie, że robię coś pożytecznego i interesującego zarazem- pisze jedna z osób, która w ramach wolontariatu uczestniczyła w jawnej rozprawie sądu rejonowego i wypełniła kartę obserwacji. Wrażeń jest wiele, podobnie jak samych obserwatorów. Większość z nich podkreśla, że mimo początkowych obaw czy problemów, na końcu czuła satysfakcję z zaangażowania się w obywatelski monitoring rozpraw sądowych.

Ideą Fundacji Court Watch Polska jest właśnie obywatelski monitoring (nadzór) pracy sądów. Fundacja jest organizacją strażniczą (ang. watchdog); od takich organizacji aż roi się w dojrzałych demokracjach: w USA czy na zachodzie Europy, lecz u nas jest ich do tej pory jak na lekarstwo. Fundacji przyświeca przekonanie, że nad wszelkimi dużymi instytucjami- zwłaszcza państwowymi- należy sprawować społeczny nadzór, inaczej bowiem rośnie ryzyko ich oderwania od potrzeb społeczeństwa, dla realizacji których zostały powołane. Choć nad sądami sprawowany jest nadzór administracyjny, zasada niezawisłości powoduje, że w praktyce eliminuje się tylko najbardziej rażące uchybienia- a i to nie zawsze.. Niezależność sądów to, rzecz jasna, jedna z podstawowych zasad trójpodziału władzy. Nie oznacza ona jednak, że zwykli obywatele nie mogą i nie powinni sprawdzać, jak ta władza jest sprawowana. Prawo do tego daje zarówno Konstytucja RP jak i Powszechna Deklaracja Praw Człowieka.

Przez ostatnich 12 miesięcy Fundacja Court Watch Polska zachęcała zwykłych obywateli z różnych stron Polski, aby na własne oczy przekonali się, jak działają ich lokalne sądy rejonowe i podzielili się swoimi wrażeniami. Obserwatorzy, do których trafiło to przesłanie, głównie młodzież licealna i akademicka, brała i nadal bierze udział w jawnych rozprawach jako publiczność, a następnie patrzy, ocenia i notuje? W praktyce obserwacja zaczyna się jeszcze przed rozprawą. Oceniane są m.in.: dostęp do sądu dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich, przejrzystość wokandy, jakość obsługi w sekretariatach, bezpieczeństwo czy dostępność toalet dla interesantów. Najważniejsza jest jednak zawsze sama rozprawa. Czy sędzia w sposób kulturalny odnosił się do stron? Czy nie faworyzował żadnej z nich? Czy dyktował do protokołu zgodnie ze słowami świadków? Czy nie zostawał w sali sam z przedstawicielem którejś ze stron? To tylko niektóre z pytań zawartych w karcie obserwacji, którą uzupełniają obserwatorzy. Pomysł- genialny w swojej prostocie- w sposób oczywisty znajdował także swoich krytyków. Podstawowym zarzutem było to, że osoby bez przygotowania prawniczego nie mogą fachowo oceniać przebiegu rozpraw. Krytycy nie zadali sobie chyba jednak pytania: jacy ludzie zazwyczaj są stronami w postępowaniach przed sądem? Prawnicy czy zwykli, szarzy obywatele nie znający zawiłej terminologii prawniczej? To dlatego na celowniku Fundacji w pierwszej kolejności znalazły się sądy rejonowe- rozpatrujące zwykłe, codzienne sprawy, którymi nie interesują się media, i gdzie publiczność jest rzadkością.

Każdy wolontariusz został odpowiednio przeszkolony w zakresie niezbędnej wiedzy nt. funkcjonowania sądów. Przedstawiciele Fundacji twierdzą, że fakt, iż nie znają oni żargonu prawniczego może być nawet zaletą:

- Istotne jest, czy sędzia posługuje się językiem zrozumiałym dla stron, czy stara się być obiektywny, czy nie faworyzuje którejś ze stron, czy nie zapoznaje się z aktami dopiero w trakcie posiedzenia. Zwykli ludzie, bez przygotowania prawniczego, są w stanie ocenić to nie gorzej- a czasem nawet lepiej- niż doświadczeni prawnicy, którzy przyswoili sobie prawniczą terminologię, nierzadko przywykając do złych zwyczajów panujących w niektórych salach rozpraw- mówi członek zarządu Fundacji- dr Stanisław Burdziej, socjolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Na podstawie zebranych ponad 2,5 tys. obserwacji powstał raport "Obywatelski Monitoring Sądów Rejonowych 2010/2011", który 9 listopada zostanie zaprezentowany i poddany dyskusji podczas konferencji w Fundacji im. S. Batorego.

- To dopiero pierwszy rok naszej działalności. Z pewnością nie ustrzegliśmy się błędów, ale tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popełnia. Chcemy, aby projekt, który rozpoczęliśmy rok temu rozwijał się zarówno pod względem strażniczym, jak i edukacyjnym- przecież wizyta w sądzie to najlepsza lekcja prawa, nie tylko dla młodzieży. Mamy kilka nowych pomysłów, których na razie nie chcemy zdradzać- mówi tajemniczo Bartosz Pilitowski- prezes zarządu i założyciel Fundacji.

Pozostaje nam czekać na konferencję i prezentację wyników badań. Miejmy nadzieję, że kolejne lata będą co najmniej równie owocne dla Fundacji jak rok miniony. Tego typu inicjatywom należy tylko przyklasnąć, gdyż nie dość, że poszerzają one sferę obywatelskości w naszym kraju, to jeszcze na dodatek sprawiają, że dowiadujemy się czegoś na temat tak ważnej instytucji, jaką jest wymiar sprawiedliwości. Kto miał z nim do czynienia ten wie, jak bardzo przytłaczająca potrafi być wizyta w sądzie. Aby sędziowie pamiętali, od kogo pochodzi ich władza i by starali się jak najsolidniej wykonywać swoją pracę w służbie społeczeństwa, pamiętajmy - miejmy oko na sądy!

 Źródła: [NaszaWokanda.pl]  i  [Fundacja Court Watch polska]