"W dniu dzisiejszym (11 lipca - MT) trwa protest prokuratorów i sędziów przeciwko "psuciu prawa" oraz przeciwko złamaniu zasady pacta sunt servanda"" - napisała wtedy do mnie Barbara Ś. , była wykładowczyni Akademii Spraw Wewnętrznych MSW PRL, która to uczelnia figuruje jako "trefna" w wykazie zamieszczonym w ustawie lustracyjnej i przywołanym następnie w sławetnej ustawie dezubekizacyjnej pozbawiającej ludzi znacznej części wypracowanych emerytur.

Jak pamiętamy lipcowy protest zorganizowały Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia" i Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury. Był sprzeciwem tych dwóch środowisk wobec zamrożenia waloryzacji wynagrodzeń oraz forsowaniu w nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych wprowadzenia okresowych ocen sędziów i prokuratorów. Sprzeciwem sędziów i prokuratorów, którzy - po reformie emerytur służb mundurowych i planowanym zniesieniu "przywilejów" górniczych - pozostaną jedyną uprzywilejowaną pod względem emerytalnym grupą zawodową.

BARBARA Z "UBECKIEJ" AKADEMII

"Ta zasada (układów należy dotrzymywać), jak i "psucie prawa" mają miejsce w przypadku ustawy z 23 stycznia 2009 r. zmniejszającej emerytury osobom uznanym za byłych funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa państwa" - przypomina pani Barbara, osoba mocno zaangażowana w walkę o przywrócenie godności tzw. ubekom, i trzeba się z nią zgodzić. Ustawa dezubekizacyjna była wyraźnym i zdecydowanym (również dla pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego) pogwałceniem ustawy zasadniczej i "umowy społecznej" (zawartej choćby z NSZZ Policjantów) z lat 1993-1994, kiedy uchwalano ustawy emerytalne wojska i służb mundurowych.

"Sędziowie ochoczo przystąpili do realizacji jej (ustawy dezubekizacyjnej - MT) postanowień. Także nikt nigdy ze środowiska sędziów i prokuratorów stosujących to wyjątkowo haniebne prawo nie protestował, nie wyrażał swojej krytycznej opinii o stosowanej ustawie" - twierdzi dalej była wykładowczyni ASW, szkoły, w której esbecy, wojskowi, milicjanci, strażacy, wopiści itp. zdobywali tytuły magisterskie, a którą ustawodawca zaliczył pochopnie do organów bezpieczeństwa państwa (!), skądinąd nie umieszczając na czarnej liście innej resortowej uczelni: WSO MSW im. F. Dzierżyńskiego.

Barbara Ś. nie kryje rozżalenia: "Teraz, gdy podobny los (wyłącznie w zakresie zmniejszenia pobieranych dochodów, bowiem nikt nie nazwał ich przestępcami !) dotyka także judykaturę i prokuratorów, środowisko postanowiło protestować". I robiło to głośno, gdyż, jak twierdził rzecznik "Iustitii" Bartłomiej Przymusiński ("GW" z 12 lipca 2011 r.): "Odnieśliśmy wrażenie, że nie liczą się argumenty. Zapadła decyzja polityczna". Istnieje też niebezpieczeństwo wzmocnienia władzy politycznej nad sądowniczą... Dopiero na samym końcu rzecznik przyznał wówczas wstydliwie, że chodzi również o pieniądze: uchylone niedawno przepisy uchwalono podobno właśnie po to, by "nasze wynagrodzenia były niezależne od decyzji politycznych", a celem organizacji sędziów i prokuratorów jest przecież odpowiednio wysoki status zawodowy. Także w wymiarze finansowym.

I znów Barbara Ś. w przesłanym do mnie w lipcu e-mailu: "Pytam się, gdzie byli (sędziowie i prokuratorzy - MT), gdy głosami polityków prawicowych partii Sejm, a następnie Senat, przyjmowały ustawę ustanawiającą zbiorową odpowiedzialność byłych funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa państwa ? Gdzie byli, gdy jako następstwo takiego uznania zastosowano restrykcję w postaci radykalnego zmniejszenia wysokości pobieranej emerytury ?"

SPRAWIEDLIWOŚĆ WYCHODZI TYLNYMI DRZWIAMI ?

Sędziowie i prokuratorzy wykazali i wykazują swoimi protestami swoistą moralność Kalego. Zapominają jednak, ze nie cieszą się zbytnim szacunkiem, a co dopiero miłością społeczeństwa postrzegającego prokuraturę jako instytucję podporządkowującą się bezwzględnie wytycznym każdej władzy, a sądownictwo jako co najmniej nieudolne i mało kompetentne. O faktycznej niezależności prokuratury od innych organów państwa przekonamy się wkrótce na podstawie reakcji na listy - skargi kierowane do prokuratora generalnego RP przez pokrzywdzonych emerytów.

Oto inna strona medalu. W lipcu br. Aleksandrę Jakubowską, byłą wiceminister kultury w rządzie Leszka Millera - w wyniku apelacji prokuratury - uznano za winną i skazano nieprawomocnym wyrokiem na 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata za przekroczenie uprawnień i działanie na szkodę interesu publicznego. Chodziło głównie o... uniemożliwienie prywatyzacji telewizji regionalnych.

Rzecz charakterystyczna, że w poprzednim procesie ten sam sąd okręgowy ją uniewinnił. "Co się stało ? - zastanawiał się Leszek Miller w wywiadzie dla red. Jacka Nizinkiewicza z Onet.pl 20 lipca br. - Nic od tego czasu w stanie faktycznym się nie zmieniło. Cała ta sytuacja podważa zaufanie obywateli do państwa i wymiaru sprawiedliwości."

Jeden z wybitniejszych szefów rządów w historii III RP zauważył z właściwym sobie sarkazmem: "Za progiem stoi już kampania wyborcza. A tam, gdzie na salę sądową wchodzi polityka, sprawiedliwość wychodzi tylnymi drzwiami."

Również w lipcu Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał w mocy wyrok sądu okręgowego nakazujący prof. Magdalenie Środzie przeproszenie TVP za epitet "ubecki program" (Środa twierdzi, że w 2007 r. zastosowała podwójną asekurację, mówiąc, że " w powszechnej opinii - i przepraszam, nie biorę odpowiedzialności za słowo - program "Misja specjalna" jest postrzegany jako program ubecki") skierowany pod adresem nieukazującej się dziś audycji Anity Gargas oraz przekazanie 10 tys. zł na rzecz Fundacji "Brata Alberta" i zwrot kosztów procesu.

Sąd uznał, że profesor naruszyła dobre imię i renomę telewizji używając słowa obraźliwego, ponieważ, jak uzasadniał sędzia SA Zbigniew Cendrowski, " słowo ubecki w zbiorowej świadomości społecznej ma szczególnie negatywny wydźwięk. Niewiele jeszcze czasu minęło od zakończenia okresu zniewolenia naszego narodu, w którym tajna policja pełniła szczególnie negatywną rolę".

Charakterystyczne, że sędzia Cendrowski otrzymał niedawno złoty medal "Za długoletnią służbę", który przyznawany jest (zgodnie z regulaminem) za szczególne zasługi i postawę w urzędniczo-państwowej pracy zawodowej po 30 latach, co świadczy o tym, że pracował wydajnie również i w czasach PRL-u.

I jeszcze parę dowodów, tym razem na kunktatorstwo polskiego wymiaru sprawiedliwości. Prokuratura postanowiła niedawno ścigać przesławną Dodę, gdy ta wypowiedziała się, zgodnie ze swym prowokacyjnym zwyczajem, że Biblię "spisał ktoś napruty winem i palący jakieś zioła". Organ ścigania uznał to za karalną obrazę uczuć religijnych ! Inaczej mówiąc prokuratura w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej przypisuje autorstwo Starego Testamentu samemu Bogu Ojcu ! I jeszcze, tym razem z dziedziny samych sądów: Jak napisała w artykule pod znamiennym tytułem: "Jak tu sądzić, by nie osądzić" red. Ewa Siedlecka ('GW" z 22 lipca 2011 r.), stołeczni sędziowie robią wszystko, by odepchnąć od siebie proces, który były minister SWiA Janusz Kaczmarek wytoczył Jarosławowi Kaczyńskiemu...

* * *

Dlaczego wciąż piszę o ustawie dezubekizacyjnej i jej społecznych i jednostkowych kosztach ? Czy tylko dlatego, że sam zostałem pokrzywdzony przez nią moralnie i jako jedyny z 245 kandydatów na miejskich radnych Tarnowa występowałem na listach wyborczych i słupach ogłoszeniowych jako napiętnowany ? Ten, który złożył oświadczenie lustracyjne, że "służył w organach bezpieczeństwa państwa" (żaden kandydat nie musiał się przyznawać do innych, często o wiele poważniejszych grzechów, byli i tacy, którzy - a jakże - wybrani, zmuszeni byli do złożenia mandatu już po kilku miesiącach od wyborów) ?

Nie robię tego bez powodu. Powołam się na trafne - moim zdaniem - słowa medioznawcy prof. Tomasza Goban - Klasa: "W ostatniej instancji to media publicznego rozpowszechniania wpływają jeśli nie na to, co ludzie myślą, to co najmniej na to, o czym myślą, a często na to, jak myślą". I o to myślenie Czytelników właśnie mi dzisiaj chodzi.

Marcel Tabor