Reforma emerytur mundurowych

Platforma Obywatelska w dalszym ciągu głosi - ustami niektórych przedstawicieli rządu (m.in. wpływowy minister Michał Boni) - o konieczności włączenia żołnierzy zawodowych i funkcjonariuszy 10 służb mundurowych do powszechnego systemu emerytalnego. Ma przy tym gorące poparcie niektórych mediów, z "Gazetą Wyborczą" na czele, która po doktrynersku na wszelkie sposoby próbuje uzasadnić tę operację. Wprawdzie w liście, który w czasie kampanii wyborczej otrzymał indywidualnie każdy funkcjonariusz, premier Donald Tusk uspokajał, że reforma nie dotknie nikogo pozostającego obecnie w służbie, lecz jedynie tych, którzy w przyszłości podejmą pracę w tych formacjach, ale problem pozostaje. Zwłaszcza, że koncepcji szefa rządu i PO (przy wymownym milczeniu miłośnika wojska prezydenta Bronisława Komorowskiego) nie podzielają inni politycy.

W trakcie kampanii wyborczej na urząd prezydenta RP Jarosław Kaczyński spotkał się m.in. z polskimi przedsiębiorcami. Jednym z uczestników tego spotkania był Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców "Lewiatan", KTÓRY ZAPYTAŁ KANDYDATA O JEGO POGLĄD W KWESTII LIKWIDACJI ODRĘBNEGO SYSTEMU EMERYTALNEGO SŁUŻB MUNDUROWYCH. Kaczyński odpowiedział, że "wspólnym interesem wszystkich, którzy dobrze życzą naszemu krajowi jest utrzymanie równowagi społecznej", a propozycje przedstawione przez Mordasewicza (oczywiście za pomysłem rządowym PO, włączenia mundurowych do powszechnego systemu emerytalnego) "MOGŁYBY TĘ RÓWNOWAGĘ ZACHWIAĆ".

Kandydat PiS NIE UKRYWAŁ, ŻE SYSTEM EMERYTALNY SŁUŻB MUNDUROWYCH JEST DROGI, ALE "DZIĘKI TEMU TE SŁUŻBY MOGĄ FUNKCJONOWAĆ PRZY - UCZCIWIE MÓWIĄC - NISKICH PŁACACH. Gdybyśmy to zabrali - mówił - to obawiam się, że służby mundurowe w bardzo krótkim czasie zostałyby radykalnie zredukowane, a i tak nie są wielkie. To kwestia: coś za coś. Likwidacja przywilejów emerytalnych w służbach mundurowych oznaczałaby , że należy podnieść płace". Jarosław Kaczyński wypowiedział się podobnie w Bydgoszczy, kierując swoje słowa tym razem do wojskowych i podkreślając, że nie będzie jego zgody na zrównanie ich praw emerytalnych z systemem powszechnym, opartym na Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Stanowisko to jest tożsame z poglądem ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zapowiedział, że nie podpisze ustawy zmieniającej system emerytalny żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych w kierunku przygotowanym przez przedstawicieli rządu.

Podobnie sądzi Grzegorz Napieralski. W dokumencie "Polityka społeczna", będącym fragmentem programu wyborczego, lider SLD PODPISAŁ SIĘ POD TAKIM OTO WYWODEM: "Jedno możemy obiecać na pewno - nie będzie zmiany reguł wobec tych, z którymi państwo zawarło umowę społeczną: będziesz pracował tyle i tyle lat, dostaniesz taką i taką emeryturę, która, by nie stracić swojej wartości, będzie co roku waloryzowana.

Będziesz służył państwu jako jego funkcjonariusz, możesz być pewny swego losu na starość. Państwo namówiło cię na wcześniejszą emeryturę - nie będziemy przy niej majstrować. Emerytura i dotrzymywanie umów społecznych przez państwo, to niezbywalne prawa obywatelskie".

W TRAKCIE KAMPANII PREZYDENCKIEJ przewodniczący Klubu Lewicy poseł Grzegorz Napieralski i wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych poseł Stanisław Wziątek spotkali się z członkami Prezydium Federacji Związków Zawodowych Służb Mundurowych (związkowcy z Policji, Straży Granicznej, Służby Więziennej i Państwowej Straży Pożarnej). W trakcie tego spotkania lider SLD stwierdził , co zawarto w komunikacie, że "ZDECYDOWANIE PODTRZYMUJE STANOWISKO PRZECIWKO ZMIANIE SYSTEMU ZAOPATRZENIA EMERYTALNEGO, LIKWIDACJI ŚWIADCZEŃ I NALEŻNOŚCI Z TYTUŁU SŁUŻBY".

Występując przed słuchaczami Radia RMF FM, na pytanie: "Czy zgodzi się Pan na objęcie powszechnym systemem emerytalnym służb mundurowych ?", Grzegorz Napieralski powiedział zdecydowanie: "Nie, nie zgodzę się. Nie ma chyba państwa, które nie stosowałoby szczególnych rozwiązań dotyczących systemu emerytalnego dla służb mundurowych. Jak powinien on wyglądać, to kwestia ewentualnej dyskusji i osiągnięcia porozumienia przede wszystkim z przedstawicielami tych służb, w szczególności ze związkami zawodowymi".

Warto zauważyć, że w samej koalicji rządzącej nie ma w tej sprawie jednomyślności. Zarówno wicepremier Waldemar Pawlak (m.in. w liście skierowanym w trakcie kampanii wyborczej do Federacji Związków Zawodowych Służb Mundurowych), jak i minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak opowiedzieli się wyraźnie za pozostawieniem wyodrębnionego systemu emerytalnego żołnierzy zawodowych i służb mundurowych. Jolanta Fedak stwierdziła nawet, że "bardzo trudne, a właściwie niemożliwe" jest włączenie służb mundurowych do powszechnego systemu emerytalnego. Jej zdaniem byłoby to "rujnujące dla budżetu państwa".

Dlaczego rujnujące ? Na ten temat wypowiedział się w sierpniu br. jasno przewodniczący ZG NSZZ Policjantów Antoni Duda w wywiadzie dla portalu internetowego związkowiec.info. "Autorzy rządowego projektu nie zdają sobie sprawy z olbrzymich kosztów jego realizacji. Konieczna byłaby zmiana statusu służby na umowę o pracę (...) W służbie nie ma ewidencji czasu pracy ani godzin nadliczbowych." Przewodniczący związku wyciągnął więc wniosek, że należałoby znacznie zwiększyć liczebnie każdą ze służb, co wiązałoby się z odpowiednimi kosztami. "Dodam - powiedział - że przy wprowadzeniu systemu powszechnego trzeba byłoby przekazać z budżetu Policji na konta OFE (Otwarte Fundusze Emerytalne - MT) OLBRZYMIE KWOTY, LICZONE W MILIARDACH ZŁOTYCH".

Zapowiedź zmiany systemu emerytalnego służb mundurowych łączy się niejako z dokonaną w bieżącym roku "rewolucją" w emeryturach byłych "funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa państwa PRL". Obydwu "reformom" towarzyszy bowiem swoisty dla PO RODZAJ BEZTROSKIEGO TRAKTOWANIA RZECZYWISTOŚCI.

W przygotowanym na przełomie lat 2008-2009 i opublikowanym w roku ubiegłym "Programie Prawa i Sprawiedliwości" pt. "Polska nowoczesna, solidarna, bezpieczna" napisano m.in., że w kraju: "Mamy do czynienia (...) z kontynuacją stosunków sprzed afery Rywina, jedynie z korektami, które po niemal 20 latach od upadku komunizmu nie mają już istotnego znaczenia. Przykładem takich korekt może być sprawa obniżenia emerytur b. funkcjonariuszy SB. Obniżka ta nie będzie stanowić żadnej dolegliwości dla tych byłych esbeków, którzy mają znaczące wpływy w gospodarce, polityce, samorządach i mediach, z tymi natomiast, którzy takich wpływów nie mają i naprawdę żyją z emerytur, PO JUŻ NIE MUSI SIĘ LICZYĆ." Reklamujący się w obydwu rundach wyborów na prezydenta jako człowiek głębokich przewartościowań, niemal wielbiciel Edwarda Gierka i bliski Józefa Oleksego, Jarosław Kaczyński nie dokonał jednak NIE TYLKO wyraźnego, ale żadnego potępienia kojarzącej się z IV RP ustawy "dezubekizacyjnej", która pozbawiła znacznej części emerytur 40 tysięcy byłych funkcjonariuszy "organów bezpieczeństwa państwa PRL", w tym także szeregowych milicjantów.

I nie mógł tego zrobić. Przecież PO ustawą z 23 stycznia 2009 r. wykonała tylko plan PiS z 2005 r., kiedy podobna z ducha i treści ustawa dezubekizacyjna nie weszła w życie jedynie dzięki NAGŁEMU załamaniu się "IV Rzeczypospolitej".

W osławionym "wyborczym" liście do żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych, rozdawanym w niektórych jednostkach za pokwitowaniem, premier Donald Tusk napisał: "Przestrzegam zasady praw nabytych". Jakoś nie doświadczyły tego na sobie te osoby, które Z WOLI PO POZBAWIONO CZĘŚCI WYPRACOWANYCH EMERYTUR?

Marcel Tabor