Jeszcze trzy lata temu wątpił w powodzenie tego pomysłu. Nie wierzył, że ustawa dezubekizacyjna uda się posłom PiS. Że można ją napisać. "To niemalże kwadratura koła" - mówił w radiowym wywiadzie z Moniką Olejnik 17 stycznia 2007 r. Był też przekonany, ze w żadnym razie nie może ona dotknąć zweryfikowanych pozytywnie i zakwalifikowanych do dalszej służby funkcjonariuszy służb specjalnych PRL, KTÓRZY PO 1990 R. TWORZYLI WYWIAD I KONTRWYWIAD demokratycznej Polski.

"Nie, ABSOLUTNIE NIE" - odpowiadał dziennikarce, która pytała go, czy należy odebrać emerytury byłym wywiadowcom i śledczym PRL, generałom Urzędu Ochrony Państwa: Czempińskiemu, Fąfarze czy Liberze.

 "A DLACZEGO NIE ?"  - pytała rezolutnie "Gościa Radia Zet" przebojowa zawsze Olejnik. - Dlatego, że byli w wolnej Polsce już - odpowiadał prof. Andrzej Rzepliński, wówczas zasłużony, czynny i bardzo zaangażowany działacz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Pretekstem rozmowy była wtedy złowieszcza, upowszechniona wszem wobec wiadomość, że uznany dziennikarz Bogusław Wołoszański spotykał się za granicą z oficerem wywiadu PRL. Ta sensacja XXI wieku nie zrobiła większego wrażenia na Profesorze, postępowanie Wołoszańskiego nie uważał za zbrodnię, a co najwyżej za niezręczność, konflikt interesów z jego statusem dziennikarza.

- To trzeba określić, którzy są dobrzy, a którzy źli - upierała się dziennikarka. - Tak, i tu się zaczynają bardzo strome schody, bo niektórzy nie mieli szansy być zweryfikowanymi, bo po prostu poszli na emeryturę zanim wybuchła niepodległość. Więc tu się zaczyna właśnie kwadratura koła - odpowiadał stropiony Andrzej Rzepliński, usiłując rozwiązać jakoś problem sprawiedliwego potraktowania byłych "funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa państwa PRL", jak zgrabnie określono tę grupę ludzi w przyjętej wtedy kilka miesięcy wcześniej (18 października 2006 r.) ustawie lustracyjnej.

- Ja myślę, że powinno się to skończyć w sferze symbolicznej - zaproponował wreszcie działacz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.  - Jeżeli już, to symbolicznie po pięć procent wszystkim im odebrać (...) i to będzie jakoś sprawiedliwościowe (tak w stenogramie - MT).

Wywołało to jednak zdziwienie Moniki Olejnik. Należy więc obniżyć emerytury także osób pozytywnie zweryfikowanych w 1990 roku ?

Prof. Rzepliński nie miał (wtedy !) najmniejszych wątpliwości: - Nie, CI SĄ POZA WSZELKĄ DEUBEKIZACJĄ, BO OTRZYMALI CERTYFIKAT OD WOLNEGO PAŃSTWA I WARA WSZYSTKIM OD NICH !

Niestety, niemal dokładnie trzy lata później zmienił zdanie. I to całkowicie. W UZASADNIENIU WYROKU przyjętego większością głosów (9 do 5) Trybunału Konstytucyjnego z 24 lutego 2010 r. w sprawie zgodności z Konstytucją RP ustawy z 23 stycznia 2009 r. (dezubekizacyjnej) sędzia sprawozdawca Andrzej Rzepliński, uznając za przedstawicielem prokuratora generalnego, że postępowanie kwalifikacyjne (weryfikacyjne) z 1990 r. było tylko otwarciem drogi do zatrudnienia w służbach bezpieczeństwa państwa demokratycznego i niczym więcej, odnotował: "Nie można traktować decyzji komisji kwalifikacyjnych o tym, ze były funkcjonariusz może być przydatny w nowej służbie, jak państwowego świadectwa moralności za okres służby w SB, ANI TYM BARDZIEJ NIE MOŻNA traktować tych opinii jako równoznacznych z orzeczeniem sądowym o niewinności" (inaczej mówiąc sędzia TK wprowadza tutaj, DO SPRAWY RZEKOMO CZYSTO ADMINISTRACYJNEJ, domniemanie winy ! - MT).

Dlaczego - Bo "...UOP nie stanowił w żadnej mierze tak prawnej, jak i ideowej kontynuacji SB (...) Pozwalało to ustawodawcy - zdaniem obrońcy praw człowieka - na przyjęcie regulacji, której celem byłoby ZNIWELOWANIE NIESŁUSZNIE NABYTYCH PRZYWILEJÓW FUNKCJONARIUSZY TYCH ORGANÓW (bezpieczeństwa państwa PRL - MT) objętych szczególnym systemem zaopatrzenia emerytalnego w stosunku do innych osób objętych tym systemem".

Wywód, zaiste, godny mistrza, za jakiego zwykł się uważać jego autor. Dlaczego po trzech latach nastąpiła w nim taka metamorfoza? Przypomnijmy więc, że prof. Andrzej Rzepliński był sędzią sprawozdawcą Trybunału Konstytucyjnego w czasie styczniowo-lutowych rozpraw w sprawie wniosku posłów lewicy o sprawdzenie zgodności tzw. ustawy dezubekizacyjnej z ustawą zasadniczą oraz aktami prawa międzynarodowego. Ustawy, która pozbawiła, niekiedy znacznej części emerytury, ponad 40 tys. osób, często w podeszłym wieku.

Prof. Rzepliński to człowiek instytucja: trudno byłoby wymienić wszystkie jego pełnione (w przeszłości i obecnie) stanowiska i funkcje społeczne. Nawet w zainteresowaniach Profesor wychodzi poza kryminologię, która jest jego pierwszą dziedziną wiedzy, gdyż bez problemu porusza się wśród zagadnień prawa karnego czy nauk penitencjarnych. Jest też Andrzej Rzepliński uznanym autorytetem w dziedzinie praw człowieka, długoletnim działaczem Komitetu Helsińskiego i sekretarzem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (ciekawe, że odrzucił w całości pozytywną dla "esbeckich" emerytów opinię tej organizacji pozarządowej skierowaną do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wniosku posłów lewicy). Był w jej władzach międzynarodowych w Wiedniu i ekspertem Departamentu Monitoringu Praw Człowieka przy sekretarzu generalnym Rady Europy.

Były II sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, należał później do NSZZ "Solidarność" i pracował nad ustawą o Instytucie Pamięci Narodowej oraz doradzał jego pierwszemu prezesowi.

Jego ambicje napotykały jednak niekiedy na przeszkody. W 2005 r. Sojusz Lewicy Demokratycznej stanął mu na drodze do stanowiska rzecznika praw obywatelskich, dwa lata później typowano go na ministra sprawiedliwości, ale musiał się zadowolić funkcją sędziego Trybunału Konstytucyjnego ze wskazania PO. Teraz?

Myślę, że Profesorowi szkodzi niecierpliwość. Pragnął zawsze uchodzić za zwolennika zdrowego rozsądku. "Ja nie jestem specjalistą od prawa ubezpieczeń"  - zastrzegał się w radio trzy lata temu, sugerując, że nie ma pojęcia, czy można napisać dobrą ustawę dezubekizacyjną, a w styczniu i lutym 2010r. tak właśnie ocenił gniota przygotowanego przez posłów Platformy Obywatelskiej.

Andrzej Rzepliński - a poznałem go osobiście - zawsze pragnął uchodzić za dyplomatę. Ale, jak dowcipnie sformułował to znany publicysta Leopold Unger: "Dyplomata to osobnik, który pomyśli dwa razy, zanim nic nie powie." W sprawie ustawy dezubekizacyjnej sędzia sprawozdawca Rzepliński powiedział bardzo dużo.

Marcel Tabor

Znana jest już opinia prawna Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, występującej w charakterze "Amicus Curiae" (Przyjaciela Sądu) w kwestii wniosku do Trybunału Konstytucyjnego skierowanego przez ZG NSZZ Policjantów (sygn. akt K 36/09) w sprawie zgodności z Konstytucją RP i Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 22 listopada 1950 r. preambuły i niektórych przepisów ustawy dezubekizacyjnej (por. http://www.zbfsop.pl, w zakładce: informacje). Ciekawe, jak teraz zinterpretuje korzystny dla pokrzywdzonych emerytów dokument były współtwórca i animator tej pozarządowej organizacji ?