IPN z Archiwum X

Specjaliści? Historycy? A po co? Katowicki IPN bez ich pomocy ustali, jak zginął Sikorski i kto chciał zabić papieża. Wszystko ustali

Strach tam wejść. W ponurym gmaszysku przy ul. Kilińskiego, niedaleko dworca w Katowicach,

urzędowali po kolei policjanci: pruscy, polscy i hitlerowscy. Po wojnie - polska milicja. Esbecy urządzali tu przesłuchania w stanie wojennym. Dziś na Kilińskiego mieści się oddział katowicki Instytutu Pamięci Narodowej. Jego wydział śledczy to dziesięciu prokuratorów - specjalistów od spraw, których nie chcą tykać gdzie indziej. Tropią hitlerowskich zbrodniarzy, sędziów, którzy skazywali podczas stanu wojennego, drążą, czy Rosjanie stali za śmiercią Sikorskiego i zamachem na Jana Pawła II, dowodzą, że gen. Wojciech Jaruzelski kierował grupą przestępczą. Gdy historycy dla określenia tych trzech ostatnich śledztw używają słów "kompromitacja", w IPN-ie wzruszają ramionami: - Działamy zgodnie z literą prawa. A co mówi prawo, można wyczytać w ustawie o IPN-ie z 1998 r. Instytut ma zachowywać pamięć o "patriotycznych tradycjach zmagań Narodu Polskiego z okupantami, nazizmem i komunizmem" i ścigać "zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości i zbrodnie wojenne". Chodzi o to, by prokuratorzy "wszechstronnie wyjaśnili okoliczności sprawy, a szczególnie ustalili osoby pokrzywdzone".  Jak pokazały ostatnie lata, oznacza to, że można sprawdzać każdą, nawet najbardziej absurdalną historię. Można też w końcu, po miesiącach lub latach, niczego nie wyjaśnić i umorzyć śledztwo. Dlaczego to katowicki oddział zajmuje się najbardziej medialnymi sprawami, takimi, o których w innych oddziałach można usłyszeć: "beznadziejne", "nie do wyjaśnienia", "tylko do umorzenia"? - Bo są najlepsi - mówi dr Antoni Dudek, doradca prezesa IPN-u Janusza Kurtyki. Tego samego zdania jest Andrzej Grajewski, historyk i publicysta. Czasami, wyłącznie anonimowo, słyszymy o pionie śledczym IPN-u w Katowicach opinię, że zawsze "zrobi, co trzeba, i nie będzie marudzić".  To oddział spraw beznadziejnych - tak to określają nasi rozmówcy i przypominają, że wszczęcia postępowania w sprawie śmierci Sikorskiego dwukrotnie odmówili prokuratorzy IPN-u ze Szczecina.  Na Kilińskiego rządzi od dziewięciu lat prokurator Ewa Koj. Gdy siada za biurkiem naczelnika, prawie za nim ginie. Po czterdziestce, szczupła, ciemne włosy gładko zaczesane do tyłu, żakiet w kratkę.

Podczas ekshumacji szczątków Sikorskiego włożyła czarną garsonkę i toczek. W takim stroju sfotografowała się przy trumnie generała, a fotkę umieściła na portalu Nasza-klasa. Dziennikarzom tłumaczyła, że miała prawo podzielić się ze znajomymi swoim przeżyciem.

Wdowa z dwójką dorosłych synów. Jej znajomi mówią, że w pracy oschła i zasadnicza, poza nią jest ciepła i sympatyczna. Na ścianie w gabinecie kilka pasteli. Pani prokurator lubi malować. Robi to, gdy nie ma już siły na czytanie tych wszystkich historycznych książek, które musi zgłębiać z racji IPN-owskich obowiązków. Najchętniej maluje Toskanię, ale ponieważ nigdy tam nie była (skąd wziąć czas na podróże?), korzysta ze zdjęć zamieszczanych w internecie.  Jeden z obrazów podarowała swemu podwładnemu, prokuratorowi Piotrowi Piątkowi, autorowi aktu oskarżenia przeciw twórcom stanu wojennego. Na odwrocie jako dedykację umieściła cytat z ?Przesłania Pana Cogito? Zbigniewa Herberta: i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie. Prokurator Piątek po tym, gdy postawił przed sądem gen. Jaruzelskiego, został naczelnikiem pionu śledczego IPN-u w Krakowie.  Dla jego starszego brata Przemysława katowicki oddział IPN-u okazał się z kolei trampoliną do rządu - w ekipie Jarosława Kaczyńskiego był wiceministrem sprawiedliwości. W Instytucie zajmował się tajemniczym mordem na żołnierzach NSZ z Żywiecczyzny. Sprawa oparta na pogłoskach i wszczęta po publikacji prasowej do dziś niezakończona.

"Normalni" prokuratorzy zazdroszczą IPN-owskim komfortowej pracy i wysokich pensji - bo ci zarabiają jak w prokuraturach apelacyjnych. Średnia miesięczna za 2007 rok - 9,5 tys. złotych brutto.  Dudek: - Prokuratorzy w IPN-ie zostali uprzywilejowani i dlatego środowisko ich nie lubi. Wśród podwładnych Ewy Koj są tacy, o których było głośno, jeszcze zanim przeszli do Instytutu. Najmłodszy, urodzony w 1972 r. Tomasz Balas, kierował zespołem prowadzącym śledztwo przeciw mafii węglowej i podpisał nakaz zatrzymania Barbary Blidy. W IPN-ie razem z Michałem Skwarą prowadzi śledztwo w sprawie zamachu na papieża. Do bardziej doświadczonych zalicza się Zbigniew Woźniak - jeszcze w latach 90. ścigał gang złodziei samochodów. Teraz zajmuje się sprawą przymusowych wyjazdów Polaków pochodzenia żydowskiego do Izraela po 1968 r.  Sama Koj przez lata była prokuratorem w Chorzowie. Zajmowała się m.in. sprawą policjantów, którzy molestowali w komisariacie zatrzymane nastolatki.  Jak ludzie z takim doświadczeniem zawodowym radzą sobie ze śledztwami historycznymi? Sprawą Sikorskiego zajmuje się dwóch prokuratorów - Piotr Nalepa i Dariusz Psiuk. Pierwszy wcześniej zmagał się ze sprawą sędziów, którzy skazywali podczas stanu wojennego (Trybunał Konstytucyjny uznał, że w warunkach stanu wojennego mieli prawo to robić), a drugi - komendantem powojennego obozu dla Niemców i Ślązaków w Mysłowicach (sprawa zawieszona, bo komendant jest chory).  W sprawie Sikorskiego Nalepa z Psiukiem działali błyskawicznie. Rzucili pomysł ekshumacji, dzięki której miało się wyjaśnić, czy generał zginął w katastrofie lotniczej, czy może został zastrzelony albo otruty. Przedsięwzięcie, choć trudne organizacyjnie i kosztowne (IPN wyłożył na nie 100 tys. zł), okazało się medialnym sukcesem. Ceremonię podnoszenia trumny i transportowania szczątków generała transmitowały telewizje i portale internetowe. Znacznie ciszej było już o innym etapie śledztwa. Na początku stycznia 2009 r. Psiuk i Nalepa polecieli do Londynu, żeby w brytyjskim archiwum narodowym skopiować wszystkie ważne akta dotyczące śmierci generała. Te same, z którymi kilka lat temu zapoznał się już prof. Jacek Tebinka, historyk od lat badający sprawę Sikorskiego - przekonany jest, że wersji zamachu nie da się utrzymać. Historycy krzyknęli, że od tej kwerendy akt trzeba było zacząć. I dopiero, gdyby coś hipotezę o zamordowaniu Sikorskiego uprawdopodobniało, można było przystąpić do ekshumacji.

Dlaczego tak się nie stało? - Z ekshumacją na początku śledztwa albo chodziło o efekt medialny, albo ktoś po prostu popełnił błąd. Historyk na pewno by tak nie postąpił - mówi nam profesor ze Śląska (prosi o zachowanie anonimowości). I dodaje: pion śledczy błądzi i kompromituje się, bo zwykle nie konsultuje swoich śledztw z historykami.  Jego ludzie nie mają pojęcia o wynikach najnowszych badań, nie zlecają ekspertyz, więc w historii błądzą po omacku. Na przykład w sprawie Sikorskiego zażądali odtajnienia brytyjskich materiałów, choć te już dawno zostały odtajnione. - Stosunek pani Koj do historii to pomieszanie dyletanctwa z pychą - dorzuca profesor.

Naukowcy się denerwują. - Groteska działań IPN-u urąga tragizmowi zbrodni - mówi prof. Andrzej Romanowski. A prof. Andrzej Garlicki w "Polityce" ekshumację prochów generała nazwał happeningiem i elementem akcji promocyjnej serialu, nad którym pracuje dziennikarz Dariusz Baliszewski, od lat lansujący hipotezę, że Sikorskiego zamordowano.  Prof. Andrzej Friszke w "Gazecie": "Angażowanie instytucji państwowej w tego rodzaju przedsięwzięcie jest niepoważne i kompromitujące".

Dlaczego pion śledczy nie zasięga opinii historyków? Pracownik IPN-u (odszedł kilka lat temu): - Pamiętam tylko jedną sprawę, gdy prokurator współpracował z historykiem. Prokurator Przemysław Piątek i dr Tomasz Kurpierz wspólnie napisali książkę o represjach wobec powojennego podziemia na Śląsku. Ale to wyjątek. Prokuratorzy to zamknięte, hermetyczne środowisko. Mają swoje odprawy, dzielą się sprawami, nie zwierzają się. Wszystko ściśle tajne. Kiedy czegoś potrzebują, kwerendę dokumentów zlecają archiwistom. Osobiście do czytelni przychodził tylko prokurator Nalepa.

- Część prokuratorów, nie chodzi tylko o tych z IPN-u, uważa, że wraz z aplikacją posiedli wszelką wiedzę i już niczego z nikim nie muszą konsultować - martwi się Antoni Dudek. - Może dobrze by było, gdyby oprócz prawniczych kończyli jeszcze inne studia? W IPN-ie przydałby się zresztą dział ekspertyz historycznych.

Oskarżony Józef Stalin

Prof. Romanowski: - Nie podoba mi się, że wszczynają śledztwa, ledwo jakiś news pojawi się w gazetach. Działają nadpobudliwie, a powinni z rozwagą. Mam wrażenie, że za wszelką cenę chcą udowodnić, że ich praca ma sens.

Pion śledczy zajmuje się plotkami. To Archiwum X od szalonych wizji - to główny zarzut podnoszony przez historyków. Na przykład podczas śledztwa w sprawie zamachu na papieża sprawdzali, czy mógł stać za nimi pereelowski wywiad. Szybko okazało się, że nie.

W tej sprawie główne zadanie IPN-u to tłumaczenie dokumentów komisji śledczej włoskiego parlamentu, akt sądowych z procesu Ali Agcy, który strzelał do Jana Pawła II, i oskarżonego o pomaganie Turkowi Bułgara Antonowa, a także materiałów Stasi, specsłużb dawnej NRD. Co z nich wynika? Tyle, że enerdowscy agenci bezpieki mieli odwracać uwagę od tzw. bułgarskiego śladu zamachu. Nad tłumaczeniami ślęczy pięć osób, mają kosztować ok. 200 tys. złotych.  Po co to wszystko? Ewa Koj zawiesza na chwilę głos: - Zbieramy dokumentację, tłumaczymy ją. W naszym kraju nie ma odpisu wyroku wydanego podczas procesu Ali Agcy, raportów, aktów oskarżenia. A powinny być, bo papież był Polakiem.  Historycy mówią, że kserowanie to wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo dziś każdy polski naukowiec, który zna języki, może wyjechać na Zachód i pracować w tamtejszych archiwach. Działanie IPN-u nazywają "napinaniem muskułów przed światem" i "amatorszczyzną". Największy do tej pory sukces katowickiego IPN-u to doprowadzenie na ławę oskarżonych Jaruzelskiego.

Początek sprawie dał wniosek związanego z Radiem Maryja egzotycznego Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych, które wsławiło się m.in. wezwaniem, by Żydzi przeprosili Polaków za zbrodnie funkcjonariuszy UB, i żądaniem, by zakazano puszczania w telewizji publicznej "Czterech pancernych i psa". Proces rozpoczął się w połowie września 2008 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie.

Prokurator Piotr Piątek nie ma wątpliwości - o zbrojnym charakterze związku przestępczego jednoznacznie przesądza jego zdaniem "wykorzystanie potencjału podległych generałom resortów: obrony i spraw wewnętrznych".  Koj krótko podsumowuje: - Nie odczuwam satysfakcji z doprowadzenia generała na ławę oskarżonych, jedynie z tego, że sąd podzielił naszą opinię w tej sprawie i jej nie umorzył.

Chleb powszedni pionu śledczego to umorzenia. Z ponad tysiąca śledztw prowadzonych przez IPN aktem oskarżenia kończy się tylko kilka procent. Umorzeniami kończyły się sprawy obozów pracy dla Niemców i Ślązaków stworzonych przez polskie władze w 1945 r., niemieckich mordów popełnionych podczas II wojny światowej w Katowicach czy deportacji tysięcy Ślązaków do ZSRR.  Powód był zwykle taki sam: odpowiedzialni - czy to Himmler, czy Stalin - nie żyją. Prokurator Koj mówi, że ustalenia IPN-u, np. te dotyczące przeprowadzonych przez hitlerowców podczas wojny deportacji, nawet bez sądowego epilogu są ważne. Bo dziś Niemcy mówią o wojnie tak, jakby tylko oni zostali pokrzywdzeni. Warto więc, by polscy politycy sięgnęli do ustaleń IPN-owskich prokuratorów i użyli ich w rozmowach dyplomatycznych.

- Większość zbrodni hitlerowskich została osądzona w procesie norymberskim i pobocznych - przyznaje. - Naszym zadaniem, wynikającym z artykułu 45 ustawy, jest wszechstronne ustalenie okoliczności sprawy: kogo i jak te wysiedlenia dotknęły. Dlatego przesłuchujemy świadków.

- Nie sądzi pani, że tym powinni się raczej zajmować historycy? - pytamy.

- No, przepraszam, to pytanie nie do mnie, ale do ustawodawcy. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że wartość przesłuchań świadków przez prokuratora jest większa niż przez historyka. Zdarza się, że przed naukowcem świadek konfabuluje. Nie robi tego, gdy siedzi przed prokuratorem i ma świadomość odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania.

- Skuteczniejsi? - śmieje się były historyk z IPN-u. I opowiada, jak prokurator jednego z oddziałów w południowej Polsce zajechał w policyjnym radiowozie do dawnego opozycjonisty. Nawet nie przekroczył progu domu. Ledwo zdążył powiedzieć, że jest prokuratorem, padło krótkie: - Spierdalaj, ja z wami wtedy nie rozmawiałem i teraz też nie będę. Dwa lata temu do Grażyny Staniszewskiej z Bielska-Białej, internowanej w stanie wojennym działaczki "Solidarności", dziś eurodeputowanej, policjanci przyjechali o godz. 21. Chcieli ją przesłuchać, podobnie jak setki innych internowanych, gdy IPN zbierał dowody przeciw sędziom orzekającym tuż po 13 grudnia 1981 r. Tomasza Łagowskiego (też był internowanym działaczem "S" Podbeskidzia) dzielnicowy pouczył, że za składanie fałszywych zeznań grozi kara więzienia i że przesłuchanie nie jest dobrowolne.

- Poczułem się upokorzony. Zostałem potraktowany przez IPN jak przedmiot niezrozumiałych machinacji - mówił wtedy "Gazecie" Łagowski. - Gdybym miał do kogoś pretensje o dawne czasy, sam zgłosiłbym sprawę do prokuratury. A może wybaczyłem ludziom z tamtych czasów?

- Działalność katowickiego pionu śledczego to kolejny dowód na to, że IPN to instytucja do natychmiastowego rozwiązania. Za zbrodnie trzeba ścigać, ale z zachowaniem proporcji i świadomością, że pewnych spraw już nie da się wyjaśnić ani postawić nikogo przed sądem. Prokuratorzy tej świadomości nie mają - mówi prof. Romanowski.

Profesor ze Śląska: - Pion śledczy w IPN-ie to ani prokuratura, ani instytut historyczny. Ani nie są skuteczni, ani nie prowadzą badań naukowych. Historią niech się zajmują historycy, a jeśli rzeczywiście istnieje podejrzenie, że zbrodniarz żyje i trzeba wszcząć śledztwo, żeby go ukarać, niech to robią prokuratury powszechne. Pion śledczy IPN-u trzeba jak najszybciej zlikwidować. Tak samo twierdzi prof. Garlicki.

Prokurator Koj: - Jeśli taka będzie wola ustawodawcy, to nie mam nic przeciwko temu..                                           Gdy wyszło na jaw, że wyniki sekcji szczątków Sikorskiego dowodzą, że zginął w wyniku katastrofy, prezes Kurtyka niewzruszony tłumaczył, że ekshumacja miała "głęboki sens ideowy". Bo szczątki generała pochowano w bieliźnie, dopiero IPN przykrył je mundurem.

Garlicki kpił: "Pogrzeb munduru i rękawiczek w asyście dzwonu Zygmunta - żaden pisarz by tego nie wymyślił".

Ewa Koj: - W wyniku tego śledztwa część spekulacji utonie w historii i zostanie odrzucona. Rozwianie wątpliwości to bardzo ważne w historii.

- Wie pani, że Baliszewskiego i innych zwolenników spiskowych teorii i tak to nie przekona - próbujemy wtrącić.

Koj: - Ja chcę tylko, żebyśmy kształtowali historię zbliżoną do prawdziwej i żeby kolejne pokolenia, które się tej historii uczą, nie żyły w zakłamaniu, bo w zakłamaniu to my żyliśmy wiele lat. Ludzie czytają Herberta i go nie rozumieją. Najważniejsza jest nasza narodowa tożsamość. Ciąg dalszy wiersza Herberta "Przesłanie Pana Cogito", którego fragment Ewa Koj zadedykowała swemu prokuratorowi, brzmi tak:

"strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne."

Źródło:Aleksandra Klich, Józef Krzyk

2009-03-09 Gazeta Wyborcza