Wprawdzie nie jestem prawnikiem, lecz tylko emerytowanym generałem Wojska Polskiego, ale nie miałem nigdy wątpliwości, że ustawa o odebraniu emerytur esbekom i członkom WRON jest niezgodna z konstytucją i podstawowymi zasadami prawnymi przyjętymi i przestrzeganymi w całym cywilizowanym świecie. (...)

Obserwując w mediach proces tworzenia owej nieszczęsnej ustawy byłem bardzo ciekaw, jakie uzyskiwała opinie prawników przed ostatecznym przyjęciem jej przez Sejm; czy posłowie zdawali sobie sprawę z nielegalności tego aktu prawnego. Byłem wstrząśnięty treścią artykułu red. Agnieszki Wołk-Łaniewskiej ("NIE" nr 2/2009 ).

Artykuł ten utwierdza mnie w najczarniejszych przypuszczeniach. Można je zawrzeć w kilku słowach: posłowie głosujący za ustawą świadomie złamali konstytucję i obowiązujące w Polsce prawo. Podejrzewam ich również o wyrachowanie i cynizm, bo niewątpliwie wiedzieli, że ewentualne zaskarżenie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego nie wstrzymuje jej wykonania, i że od momentu wejścia jej w życie do wydania wyroku przez Trybunał emerytury będą wypłacane w obniżonej wysokości.

Twierdzę, że uchwalenie tej ustawy rodzi niesłychanie groźny precedens - w demokratycznym państwie, mieniącym się państwem prawa, parlament występuje przeciwko konstytucji i podstawowym zasadom prawnym. To zaś stwarza przesłanki do tego, że w przyszłości konstytucję będzie można odłożyć na półkę i uchwalać ustawy, jakie tylko się chce.

Pamiętam, że gdy w mediach przetaczała się awantura o tzw. obiad drawski słyszało się i takie głosy, że gdy oficer popełni przestępstwo - idzie do więzienia, a gdy wystąpi przeciw konstytucji - idzie pod ścianę.

Treść artykułu rodzi we mnie następne pytania: jak wobec tego powinni odpowiadać posłowie i wszyscy pseudoprawnicy za niekonstytucyjne prawo. Podobnie jak Pani Redaktor nie mam wątpliwości, że Trybunał Konstytucyjny zrobi z tej ustawy miazgę, ale co dalej?

Pozostaje problem, jak w przyszłości nie dopuszczać do uchwalenia przez Sejm niekonstytucyjnego prawa, w sytuacji gdy nie bierze się pod uwagę opinii najwyższych autorytetów prawnych. Czy czekają nas czasy, że tak jak nie uznaje się opinii Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, nie będzie się uznawać wyroków tego sądu?

Jaką odpowiedzialność za łamanie konstytucji poniosą posłowie popierający tę ustawę?

Jaką odpowiedzialność karną poniosą ci prawnicy, którzy pozytywnie zaopiniowali projekt ustawy, a więc poświadczyli nieprawdę. Kto rozliczy posłów za złamanie ślubowania poselskiego, w którym zobowiązali się do przestrzegania porządku prawnego Rzeczpospolitej Polskiej? Czy wypocinami wspomnianego w artykule dr  hab. Dudka nie powinien zająć się prokurator, jego tytułami naukowymi i poziomem kształcenia na jego macierzystej uczelni Państwowa Komisja Akredytacyjna?

Bez uzyskania odpowiedzi na te  istotne, w moim przekonaniu, pytania możemy spodziewać się w przyszłości jeszcze wielu kompromitujących polski parlamentaryzm, groźnych dla państwa, niekonstytucyjnych "kwiatków".

Gen. dyw. rez. Piotr Makarewicz

(źródło: NIE nr 3 z 15.01.2009 r.)

[Od Redakcji: gen.WP, rocznik 1953, w latach 90-tych był m.in. d-cą 16 Dywizji Zmechanizowanej i szefem sztabu Korpusu Powietrzno-Zmechanizowanego, a od 2001r. dyrektorem Departamentu Kontroli MON]