'

"Plus Minus": Andrzej Milczanowski broni emerytur". Jestem człowiekiem honoru" (2017-06-15 w wywiadzie z Elizą Olczyk)

Uważam, że wolna Polska oszukała tych ludzi. (...) Byli dobrzy, kiedy pracowali na rzecz niepodległej Polski, kiedy ryzykowali zdrowie i życie w operacjach wywiadowczych. A teraz Polska się na nich wypięła - mówi b. szef UOP i MSW. Andrzej Milczanowski, w czasach PRL działacz opozycji, stwierdza w rozmowie z "Plus Minus", że jego zdaniem SB nie można obarczyć winą za całe zło PRL. Byli funkcjonariusze - przypomina - tworzyli w ponad 95 proc. Urząd Ochrony Państwa. Milczanowski przypomina więc sukcesy tej służby, którą sam kiedyś kierował i wskazuje to m.in. na operację "Samum", wykrycie szpiegów rosyjskich i niemieckich czy rozpracowanie afery Art B. W tym kontekście podkreśla, że funkcjonariusze "w momencie przyjęcia do służby mieli zagwarantowane określone warunki emerytalne, a ja potwierdziłem to własnym podpisem". - Ja się za nimi ujmuję, bo jestem człowiekiem honoru.

 

Prośba Lecha Wałęsy Milczanowski opowiada również w wywiadzie dla najnowszego wydania "Plus Minus", jak prezydent Lech Wałęsa zwrócił się do niego - wówczas szefa MSW - i poprosił o akta na swój temat. - Wróciły niekompletne, co od razu zauważyliśmy - mówi, choć podkreśla, że wcześniej zrobiono ścisły wykaz tego, co się w nich znajdowało. Milczanowski wyjaśnia dalej, że dzwonił do Wałęsy i wskazał mu braki w dokumentach. - Po niedługim czasie otrzymałem kopertę, dosyć ciężką, z napisem "otworzyć tylko na polecenie prezydenta". Lech Wałęsa zapewnił, że tam są brakujące dokumenty - opowiada były szef MSW. - Prezydent miał prawo prosić o akta. A jeżeli zwrócił je z takimi adnotacjami, to powinniśmy je honorować, czy nie? - mówi Milczanowski w rozmowie z "Plus Minus".